"Szlak Odry" to produkt, który umożliwaia poznanie najbardziej urokliwych zakątków doliny odrzańskiej. Walory krajobrazowe, kulturowe oraz przyrodnicze możemy poznawać w kajaku, na rowerze lub pieszo. Do tego celu przygotowano wzdłóż całej Odry 1064 km szlaku rowerowego. Oznakowano miejsca ważne dla kajakarzy. Dla piechurów przygotowano sieć ścieżek dydaktycznych i spacerowych. "Szlak Odry" to inicjatywa ludzi z pasją, którzy organizują tutaj swoje imprezy, pokazy zapoznając turystę z własną kulturą, tradycjami i historią. Wszelkiego rodzaju inicjatywy Nadodrzan pozwoliły na włączenie Szlaku Odry do Środkowoeuropejskiej sieci szlaków Greenways. "Szlak Odry" to ponad 500 kilometrów tras rowerowych oraz pieszych utworzonych w najbardziej urokliwych zakątkach Doliny Odrzańskiej. Walory krajobrazowe, kulturowe oraz przyrodnicze sprawiają, iż jest to wyjątkowa w skali Europy dolina wielkiej rzeki. Rowerowy "Szlak Odry" to projekt realizowany przez Partnerstwo Doliny Środkowej Odry oraz Fundację Ekologiczną "Zielona Akcja" z Legnicy. Szlak ten stał się fundamentem dla lokalnych inicjatyw z zakresu ochrony i promocji dziedzictwa przyrodniczo-kulturowego Doliny Odry. "Szlak Odry" wraz ze swoim dziedzictwem wpisany jest w międzynarodową sieć szlaków dziedzictwa kulturowego Greenways. Główny szlak przebiegający wzdłuż Doliny Odry o łącznej długości 313 km biegnie z Wrocławia Leśnicy do Głogowa (256km) oraz z Kłopotu do Owczar (57 km). Pomiędzy Brzegiem Dolnym, a Głogowem trasa przebiega obiema stronami Odry. Planowane jest wyznaczenie „Szlaku Odry” na całej długości rzeki. Przeprawy przez Odrę: Radoszyce, Chobienia, Brzeg Dolny (promowe), Głogów, Ścinawa, Lubiąż (mostowe). „Szlak Odry” biegnie przez teren gminy Brzeg Dolny w postaci dwóch tras rowerowych: czerwonej - biegnącej w stronę Wołowa; oraz niebieskiej - w kierunku Lubiąża. Wyprawę planowaliśmy od dłuższego czasu. Po pewnych perturbacjach wykrystalizował się skład i można było ruszać w trasę. Ostatecznie wybrała się nas trójka , oprócz mnie Janek i Jerzy. Zbiórka wyznaczona na wczesne godziny poranne, bowiem pierwszego dnia czekał nas 200 km etap do Wrocławia.

1
2

Motto wyprawy

“Wszystko poukładane.”
-JANEK

GALERIA...

Jest to już druga moja wyprawa nad nasze morze, ale żeby było ciekawiej postanowiłem pojechać wzdłuż rzeki Odry. Szukałem w sieci i okazało się, że jechały tą trasą chyba dwie wyprawy, żadna ze Śląska. Ta trasa jest kolejnym etapem projektu, który kiedyś wymyśliłem pt. „Od źródeł rzeki Kłodnicy Wzdłuż Odry nad Bałtyk”. Tym razem moimi towarzyszami podróży byli Andrzej i Jurek. Dzisiaj celem naszej podróży był Wrocław, do którego dotarliśmy koło godz. 16:30.Aż do Opola towarzyszył nam deszcz, ale potem jechaliśmy już w promieniach wrześniowego słońca. Zapomniałem dodać, że czwartym towarzyszem naszej podroży był GPS, który zafundował nam już pierwszego dnia ponadplanową wycieczkę krajoznawczą. Mianowicie pokazał, że niedaleko jest przeprawa promowa, więc za jego wskazaniem, pojechaliśmy tam. Tereny wspaniałe  i tak mało aut!.Za chwilę już wiedzieliśmy czemu nie ma ruchu na tej drodze, po prostu przeprawa  promem była możliwa, ale 30-lat temu. Druga fajna sytuacja  w drodze do Wrocławia spotkała nas w Opolu. Postanowiliśmy tam coś przekąsić, więc zatrzymaliśmy się w barze. Jak na kolarza przystało zamówiłem pomidorową i jako następne danie  makaron z serem. Barman nalał na talerz zupę,  potem nałożył na talerz makaron z serem, po czym ku mojemu  zdumieniu  makaron z serem wylądował w mojej zupie.  We Wrocławiu nie mieliśmy zamówionego noclegu skierowaliśmy się do Informacji Turystycznej. Za chwilę mieliśmy zamówiony tani nocleg w hotelu.Jeszcze tylko szybki prysznic i już byliśmy wśród pięknych wrocławskich kamieniczek. Dzisiaj przejechaliśmy 200km.

3

Następnego dnia ruszyliśmy  w kierunku dzielnicy Maślnice. Rzuca się w oczy, że miasto jest przyjazne rowerzystom. To od tej dzielnicy biegnie oznakowany "Szlak Odry", który został wytyczony przez  Fundację Partnerstwa Doliny Odry Środkowej i  ten projekt wygrał międzynarodowy konkurs . Malowniczymi wioseczkami z licznymi pałacami np. w Prężycach. Zdumieliśmy się, bo po parku przy pałacu chodzili ludzie ubrani w stroje  z XVIII wieku. Okazało się, że to ekipa niemieckiej telewizji kręci tu film. Bardzo szybko dotarliśmy do przeprawy w Brzegu, gdzie prom już na nas czekał i szybko przedostaliśmy się na drugą stronę.  Tutaj spotykamy chłopaka, który bardzo lubił swoje miasto i służył informacją,  co warto zobaczyć podczs naszej podróży.  Zobaczyliśmy w pobliskim lesie-parku zdewastowane mauzoleum właścicieli miasteczka. "Szlak Odry" dalej prowadził nas malowniczymi drogami jedziemy polnymi wertepami, mijamy starą osadę pruską z zabytkowym młynem. Docieramy do Lubiąża, tu zwiedzamy wspaniały zespół klasztorny Cystersów a w nim, jakby specjalnie dla nas wystawa o rozwoju kartografii na Śląsku. Po posiłku na dziedzińcu wstęga "Szlaku Odry" prowadzi nas tak, że rzekę mamy w zasięgu ręki, bo jedziemy wałem przeciwpowodziowym. Przed nami   Ścinawa , w moich założeniach liczę, że tam przenocujemy. Ale jestem pełen obaw, bo według Informacji, jakimi dysponowałem szanse były pół na pół. W mieście naszą uwagę zwrócił na siebie czołg z II Wojny Światowej wystawiony na wysokim cokole, podobno w środku jest zalany betonem.  Ja z Jurkiem siedzieliśmy na ławce, Andrzej poszedł do restauracji  zapytać o  nocleg.  Przyszedł za chwile z wieścią, że nie wiadomo czy nas przenocują ,  bo nie ma szefa. „ Jak nie tu, to leżymy!” – pomyślałem, bo w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, według mojej wiedzy, raczej nie ma szans na nocleg pod dachem. Po pół godzinie sytuacja się wyjaśniła. MAMY SPANIE! za 40zł. Dostajemy komfortowy pokój, a zaraz za drzwiami taras restauracji, w której zjadamy pyszny   posiłek i delektujemy się piwem. Poznajemy tam też Adama z Chorzowa, który tu mieszka i pracuje. Szybko znajdujemy "wspólny język"  z nim i jego kompanią, siedzimy do  późnych  godzin wieczornych. Rodzi się hasło wyprawy  -„ Wszystko poukładane". Jurkowi bardzo smakują tutejsze śledzie, za którymi w domu nie przepada. Dziś przejechaliśmy 94 km.    

3

Już trzeci dzień jedziemy, wspaniała pogoda , "Szlak Odry" jest dobrze wytyczony , mkniemy   wałami niekiedy ponad 30km/h.  To nic, że Jurek drugi raz łapie „gumę”. Przed Głogowem jedziemy wśród  zaczarowanym  lasów łęgowych, a Odra wije się niczym wstęga .Cudowne dziewicze   tereny. Zwracamy uwagę na to, że Głogów  w pięknym stylu się rozbudowuje. Za Głogowem mamy problem, bo jest tylko droga szybkiego ruchu i na   pierwszy rzut oka nie ma alternatywy. Okazuje się jednak, że obok jest super szybka droga techniczna , gdy ta się kończy musimy jechać do miejscowości Zawada straszliwą tarką brukową. Na dziś nocleg zaplanowałem w Sulechowie. Nie było problemu go znaleźć, utargowaliśmy nawet cenę. Warunki znowu super. Już kolejny dzień przed snem oglądamy ciekawy film . Nawet o to opatrzność zadbała, ale niesamowite jest to, że w   całej Polsce leje i jest zimno, tylko w naszym korytarzu nad Odrą jest słonecznie i ciepło . Dziś przejechane 140km .        

7

Godzina dziewiąta jak ruszamy, jesteśmy znów na szlaku. Już czwarty  dzień. Tym razem ciekawostką jest to, że w tym rejonie są bardzo wąskie drogi. „Śmigamy” znowu   szerokimi wałami i tak docieramy  do wioski Kłopot , rodzynka naszej wyprawy. Znajduje się ty muzeum bociana, każdy bociani klan ma swoje   drzewo genealogiczne na tabliczce przed posesją, na której mieszka.  Posilamy się przed tutejszym sklepem-gospodą i obserwujemy toczące się tu życie. Niesamowity klimat ma to miejsce.  Jurek stary grzybiarz dziwi się, że na skwerach rośną tu prawdziwki i nikt ich nie zbiera. Jadąc parę kilometrów  za Kłopotem docieramy do bardzo   starego monumentalnego mostu, który był wysadzony przez Rosjan. Polska część została,  a po drugiej stronie granicy nie pozostał po nim nawet   kamyczek, Niemcy "posprzątali". Docieramy do Słubic. Widać, że to miasto przygraniczne,  ruch tu jak w mrowisku. Podczas obiadu zastanawiamy się czy uda nam się dotrzeć do Kostrzyna,  gdzie zaplanowałem nocleg. Widoki  na drugi brzeg rzeki są tak wspaniałe, na tyle że w 2002 roku wygrały konkurs na pejzaż   roku. Dołącza do nas miejscowy rowerzysta, z którym miło się nam gaworzy. Nie wkurza mnie nawet to, że złapałem „gumę”.  Jedziemy drogami przy rzece, oznaczone jako szlak rowerowy, które Jurek nazywa w zależności od podłoża, albo po siano albo po gnój. To na tym odcinku zobaczyłem jeden z   piękniejszych widoków, jaki widziałem w życiu. Ogromne stado krów pasących się w dzikim rozlewisku rzeki, a po drugim brzegu wieże kościelne    miasteczka.  Po pożegnaniu z pozytywnie zakręconym Rogerem jedziemy dalej asfaltem.  W drodze do Kostrzyna w jednej z wiosek ruszyła za nami horda psów  - tak przerażonego Jerzyka jeszcze nie widziałem. W mieście  bez problemu znajdujemy tani nocleg i znowu leci ciekawy film.  Jurek woli jednak zając się swoimi zapasowymi dętkami, gdyż i on złapał dziś kolejną „gumę”. Dziś przemierzyliśmy  130km.

6

Przed  dzisiejszym wyjazdem kleje porządnie dętkę i jedziemy do granicy - parę fotek przy wlocie Warty do Odry i w miejscu, gdzie odbywa się   przystanek Woodstock. Tuż za granicą  jedziemy niemiecką ścieżką wzdłuż Odry. Normalnie autostrada!.  Nawet trawa na wałach równiutko   przystrzyżona ,co chwilę informacja o przejechanym dystansie. Zjazdy do wiosek z informacjami, jakie atrakcje czekają w danej wiosce.  W pewnym momencie natrafiliśmy na  roboty drogowe na ścieżce rowerowej. Wyobraźcie sobie na płocie kilka rodzajów map, jak poprowadzony jest   objazd,  łącznie z mapą satelitarną. Co kilka, kilometrów miejsce odpoczynku  z barem. Słowem raj dla sakwiarzy.  Pomyślałem, że fajnie jest, że nad Odrą jest dla każdego coś miłego, po polskiej stronie „hardcorowo”, po niemieckiej sielanka, jak ktoś tak lubi trasy wypieszczone   i podane na tacy. Z Niemiec zjeżdżamy do Cedyni, w tym ważnym historycznie mieście w centrum Informacji Turystycznej. Dostajemy mnóstwo materiałów   o ścieżkach i szlakach tego regionu. „Śmigamy” teraz zielonym szlakiem w kierunku Szczecina i o dziwo ten teren daje nam nieźle „popalić „ -  takie „czeskie górki”. Docieramy do Gryfina .Czujemy już nasz dzisiejszy cel , Szczecin. Wspaniałe portowe widoki, ale miasto jest kompletnie nie przystosowane dla   rowerzystów. To kraina wiaduktów , ale nie ma nawet zjazdu na schodach dla wózków, więc nieźle nadźwigaliśmy się nasze obciążone  rowery. Czas   poszukać noclegu.  Próbujemy w kilku miejscach, ale klapa-nic nie ma. Z pomocą przychodzi  nam GPS i jego mapa. Za pomocą Andrzeja, który poznał już   perfekcyjnie jego tajniki  doprowadza nas do schroniska młodzieżowego. Zaskoczył mnie jego bardzo wysoki komfort,  była nawet przechowalnia rowerów. Stosunkowo próżno wyruszyliśmy coś zjeść, ale  trafiliśmy do baru, gdzie odgrzano nam "schaboszczaka" i czekano, aż zjemy  bo już zamykali. Dziś przejechaliśmy 156 km. 

7

Kolejny poranek wygląda tak samo, oliwienie  łańcuchów i dalej w drogę. To już szósty dzień naszej tułaczki. Dziś powinniśmy dotrzeć nad   Bałtyk. Kierujemy się na Goleniów.  Dzięki GPS-owi dość sprawnie wyjeżdżamy ze Szczecina i o dziwo jest tu fajna ścieżka dla rowerów. Jedziemy bocznymi   drogami wśród pól i łąk. W pewnym momencie widzimy znak na Lubczynę, jest to kąpielisko nad Jeziorem Dąbie.  Pochwaliłem się kolegom, że byłem tu 25 lat temu na wspaniałych wczasach. Byłem ciekaw jak ta wieś wygląda po tylu  latach.    Andy zadecydował, że jedziemy to zobaczyć. Jadąc tak przez wieś przypominały mi się sceny, które rozgrywały się w tych miejscach w czasie mego pobytu dawno temu. Generalnie wieś się nie zmieniła, nawet domki kempingowe te same. Ale restauracja w której się czekało godzinę na obiad, to teraz rudera.  Jednak urok plaż i przystani pozostał. Z  Lubczyny musieliśmy się przebić na Stopnicę, następna wieś ze wspaniałą plażą. Zapędziliśmy się na rozstaj dróg   z mapą topograficzną okolicy. Wokół same mokradła i żeby je objechać trzeba by nieźle nadłożyć kilometrów.  GPS pokazywał, że jest droga gruntowa przez te mokradła, ale mieliśmy więc dylemat czy mu zaufać?. Zaufaliśmy i faktycznie była droga, z płyt,  wśród   pól i mokradeł, ze wspaniałymi widokami. Szczęśliwie dojechaliśmy nad Stepnicką plażę. W blasku słońca ukazała nam się bardzo stylowa restauracja, urządzona jak rybacka tawerna ,gdzie zjedliśmy obiad. Dalej jechaliśmy pustymi drogami, wśród terkotu traktorów pracujących na polach   i szumu  niezliczonych wiatraków. Dotarliśmy  nagle do skansenu przed wyspą Wolin. Były tam chaty rybaków i myśliwych.   Bardzo dokładnie je zwiedziliśmy .Odpoczywając na pryczach wczuwaliśmy się w atmosferę, wdzialiśmy tez stroje bojów i stoczyliśmy ze sobą walkę na miecze.  Przed Międzyzdrojami  nieźle się uśmialiśmy. Andy złapał „gumę”, a to znaczy, że pierwszy raz jego  opona  zawiodła. Bo do tej pory  wszystko było   poukładane . Czym bliżej morza tym szybciej „gnamy”. Międzyzdroje nie robią na mnie większego wrażenia, oprócz molo - te jest wspaniałe. Świetne jest uczucie, gdy wjeżdżasz z rowerem i tobołami na plażę i widzisz, że dalej już się nie da jechać, osiągnąłeś swój   cel. Zjedliśmy obiad i na kwaterę marsz. Z tym jednak był kłopot, nie chcieli na jedną noc nas przenocować, ale w końcu znaleźliśmy nocleg w jednej z   tutejszych wili. Zwiedziliśmy Międzyzdroje. Z domy dochodzą wieści, że na Śląsku strasznie zimno, u nas na razie wieczór ciepły, ale na jutro  zapowiadają deszcz. Wieczorem mała impreza przy telewizorze. Andy obchodzi urodziny. No i trzeba uczcić powodzenie wypraw.   Dziś pokonane 110km.    

8

Rano obudziło nas walenie kropli deszczu po parapecie. Dzisiaj mamy do objechania okoliczne atrakcje, chcemy zobaczyć zagrodę żubrów.  Niestety towarzyszy nam deszcz. Pomimo to zwiedzamy także prastare grodzisko. Gdy wracamy do Międzyzdrojów wyjrzało słońce i zrobiło się   ciepło. Kupujemy bilety na pociąg który odjeżdża po 18 i lasem szlakiem rowerowym R10 wzdłuż morza, „pędzimy” na Świnoujście. Po drodze w lesie jest jednak   dużo atrakcji, więc co chwilę się zatrzymujemy, to wojskowa wieża obserwacyjna, to fort Gerarda, a to latarnia morska. Jurek nic nie mówi, ale   widzimy, że staje się nerwowy i w pewnym momencie mówi – „To my na ten pociąg nie mamy szans zdążyć, za daleko jesteśmy od Międzyzdrojów " , my w śmiech - zapomnieliśmy mu   powiedzieć, że do domu jedziemy ze Świnoujścia. Promem przepływamy na promenadę Świnoujścia, jest piękna tętniąca życiem.  Robimy parę fotek na plaży i wracamy na pociąg.  W pociągu dziwi nas to, że jest strasznie tłoczno ,toż to wrzesień, a tu ludzie musieli spać na korytarzu. O 5 rano zakończyliśmy naszą przygodę na dworcu w Zabrzu. Ostatniego dnia przejechaliśmy 40km.  To była wspaniała wyprawa całkiem inna niż moja poprzednia nad Bałtyk. Kiedyś ją powtórzę z namiotem. 

11
12
14